25 Styczeń w Google

Co wydarzy się 25 stycznia u Europejczyków, którzy do dnia 25 stycznia 2021 roku ???

Według deklaracji firmy Google po tym terminie nie będziemy mogli włączyć funkcji inteligentnego wyboru i personalizacji… Co zyskamy a co stracimy jeżeli zaakceptujemy propozycję firmy Google.

  1. Jeżeli wyrazimy zgodę na inteligentne funkcje i personalizacje na naszym koncie g-mail będziemy mieć pewność , że nie odetniemy sobie dostępu do nowych możliwości , które nam daje ta funkcja.
  2. Zgoda ta jest równoznaczna ze zgodą na analizę naszych maili i tręści w nich zawartych pod kontem ich personalizacji
  3. Mimo, że nikt nie lubi zbytniej ingerencji we własną przestrzeń i prywatność, tym razem zalecam wyrażenie tej zgody ponieważ brak jej spowoduje odcięcie Nas od możliwości włączenia w przyszłości gdybyśmy zauważyli, że te inteligentne ingerencje w Naszą korespondencje są korzystne.
  4. Zalecam to ponieważ po wyrażeniu zgody w każdym momencie będziemy mogli tą ingerencję zablokować.

A teraz gdzie tą zgodę należy wyrazić:

Uruchamiamy naszą pocztę czyli g-maila i naciskamy „ustawienia” ukryte pod ikoną kółeczka zębatego, w menu , które w wyniku tego działania pojawi nam się na ekranie znajdujemy wpis:

„Niektóre rodzaje skrzynek odbiorczych wymagają włączenia inteligentnych funkcji i personalizacji w Gmailu, Google Chat i Meet. Włącz to ustawienie” przyciskamy niebieski napis : włącz to ustawienie, a dalej przycisk :

Jeżeli coś w państwa programie g-mail wygląda inaczej proszę o kontakt.

Green Book

reżyseria: Peter Farrelly
scenariusz: Brian Hayes Currie / Peter Farrelly /
premiera: 11 września 2018 (świat)

Klasyczny film drogi obsypany Oskarami

2019WYGRANE (3) OSCARY

  • Oscar – Najlepszy film
    Brian Hayes Currie, Charles B. Wessler, Jim Burke, Nick Vallelonga, Peter Farrelly
  • Oscar – Najlepszy aktor drugoplanowy Mahershala Ali
  • Oscar – Najlepszy scenariusz oryginalny Brian Hayes Currie, Nick Vallelonga, Peter Farrelly

2019NOMINACJE (2) OSCARY

  • Oscar – Najlepszy aktor pierwszoplanowyViggo Mortensen
  • Oscar – Najlepszy montaż Patrick J. Don Vito

3 Złote Globy

Z wielką obawą podchodziłem do tego filmu, ale okazał się lekką i optymistyczną podróżą w dobrym towarzystwie bez krzty nudy czy mentorskich zapędów. Mimo, że do filmów tzw. poprawnych politycznie mam atawistyczny dystans, ten film broni się bezpretensjalnością , poziomem żartu i jednocześnie dobrym rzemiosłem filmowym głównych bohaterów.

Holiday

Serce nie sługa a miłość nie wybiera, tę prawdę, znaną wszystkim, sprzeda nam jeszcze raz w swym najnowszym filmie Nancy Meyers, reżyserka takich obrazów jak „Czego pragną kobiety” i „Lepiej późno niż później”. Całość podana jest w niezłej oprawie. „Holiday” ma inteligentny scenariusz i obsadę, w której znalazły się największe gwiazdy Hollywood. W głównych rolach można podziwiać Cameron Diaz i Kate Winslet i Jude?a Law, czyli najseksowniejszego mężczyznę świata.

Gdziekolwiek na kuli ziemskiej byśmy się nie znaleźli, problemy sercowe ludzi są z grubsza podobne. Recepty na samotność mogą być rozmaite, czasami warto wsiąść do samolotu i przenieść się na inny kontynent, a nasze życie zupełnie się odmieni. Tak postanawiają zrobić Amanda i Iris, dwie piękne dziewczyny mające problemy z facetami. Jedna zerwała z chłopakiem, druga jest zakochana bez wzajemności w koledze z pracy. Obie wpadają na pomysł spędzenia świąt w jak najbardziej odległym zakątku i znajdując swoje oferty w sieci, wymieniają się domami. Iris jedzie do Los Angeles, Amanda natomiast spędzi czas na angielskiej wsi. Oczywiście żadna z nich nie pozostanie samotna zbyt długo, bo jak to w komedii romantycznej, tuż za rogiem zawsze czai się nowa miłość.

Wielbiciele gatunku powinni czym prędzej udać się do wypożyczalni lub sklepu z płytami DVD, bo „Holiday” to prawie 140 minut naprawdę sympatycznej zabawy. Dużym atutem filmu są dopracowane postacie drugoplanowe, błyszczy zwłaszcza dziewięćdziesięciodwultetni Eli Wallach w roli starego scenarzysty ekscentryka.

To właśnie miłość

Komedie romantyczne są odpowiedzią filmowców na ludzką chandrę. Z jednej strony jest to szlachetne, z drugiej trąci żerowaniem na ludzkiej słabości. Tak czy inaczej, gatunek ten może się pochwalić chyba jedną z większych ilości tytułów. Co za tym idzie, jest też najbardziej wtórny. Właściwie może co dwudziesty film wyróżnia się czymkolwiek, no bo co tu ukrywać – chyba już wszystko na ten temat zostało powiedziane, a odkąd Meg Ryan się zestarzała, prawdę powiedziawszy, gatunek ten stracił w USA rację bytu. Nie dziwi więc fakt, że pałeczkę przejęli Europejczycy. Francuzi nakręcili – skądinąd kultową już – „Amelię„, ale prym wodzą Brytyjczycy, a to za sprawą niejakiego Richarda Curtisa, który zapisał się w filmowym światku jako zdolny scenarzysta. To spod jego pióra wyszły takie produkcje, jak „Notting Hill„, „Dziennik Bridget Jones” czy „Cztery wesela i pogrzeb„. Kino gatunkowe wymaga solidnego warsztatu, takim też dysponuje Curtis i doskonale zdają sobie z tego sprawę producenci, którzy widząc już przyszłe zyski, pozwalali twórcy na co raz więcej. W końcu dali mu budżet na gwiazdy i pozwolili samemu wyreżyserować jego najnowszy pomysł, „To właśnie miłość„.

Curtis zaskoczył. Tym razem postanowił w nieco ponad dwugodzinnym filmie zawrzeć jakieś dziesięć różnych historii. Co ciekawe, dotyczą one nie tylko stosunków damsko-męskich, ale i miłości ojczyma do pasierba (reprezentujące tu relacje ojcowsko-synowskie) czy gwiazdy rocka do swojej kariery. A oprócz tego standardowo: premier zakochuje się od pierwszego wejrzenia w jednej ze swoich pracownic, zamężna kobieta podejrzewa, że jej mąż ją zdradza, młoda mężatka nie wie, co czuje do niej najlepszy przyjaciel jej męża, pisarz ucieka na południe Francji w poszukiwaniu natchnienia i zapomnienia o złamanym sercu, a znajduje nową miłość, młody chłopiec pragnie zwrócić na siebie uwagę najbardziej nieosiągalnej dziewczyny w klasie, kobieta zakochuje się w swoim koledze z pracy, dwaj kumple zakładają się, że jeden z nich poderwie Amerykankę w USA na swój brytyjski akcent. „To właśnie miłość” ma budowę przywodzącą na myśl nowelki, co po krótkiej matematyce daje około dziesięciu minut na historię. Jestem ciekaw, jak przy takim stanie rzeczy do filmu udało się zaprosić aż tyle osobistości brytyjskiego kina. Hugh GrantBill NighyEmma ThompsonAlan RickmanLiam NeesonColin FirthLaura LinneyKeira Knightley czy Rowan Atkinson. No i oczywiście w epizodycznej roli prezydenta USA importowany zza oceanu, Billy Bob Thornton. Jest więc sporo bohaterów, a każdemu z nich trudno odmówić barwności. Cóż, Curtis to mistrz w kreśleniu soczystych postaci.

Za tło historyjek scenarzysta obrał okres przedświąteczny. Czas Bożego Narodzenia z natury sprzyja rozwojowi ciepłych uczuć i pozytywnych emocji międzyludzkich, co kapitalnie wpisuje się w gatunek. Dzięki temu, „To właśnie miłość” jest idealną pozycją świąteczną, coś dla odmiany od wygłupów Chevy Chase’a czy Kevina samego w domu i Nowym Jorku. Dowcipna, pozytywna, miejscami błyskotliwa, ale przede wszystkim: prawdziwa. Bo Richard Curtis potrafi z najbardziej nieprawdopodobnych historii wyrzeźbić sytuacje i bohaterów, z którymi bez problemu każdy może się identyfikować. Bez względu na to, czy mówi o zaskakująco niepolitycznym z charakteru premierze, czy zakochanej parze cierpiącej na bariery językowe. Bez kokietowania widza przedstawia banalną i – w sumie – schematyczną opowiastkę tak, że zamiast irytować, działa wręcz kojąco. W takich sytuacjach laury spadają na aktorów i reżysera. Curtis jednak, jako debiutant za kamerą, nie robi nic specjalnego. Cała magia filmu (której jest tu więcej niż we wszystkich produkcjach o Potterze razem wziętych) ma swoje źródła w pracy pozostałej ekipy. W szczególności w obsadzie. Uwagę zwracają przede wszystkim starzy wyjadacze kina. Bill Nighy w roli podstarzałego rockmana jest fenomenalny, podobnie Alan Rickman jako nieco fajtłapowaty w swojej zdradzie mąż także świetnej Emmy Thompson. Jednak największe wrażenie robi duet Liam Neeson i Thomas Sangster grający role odpowiednio ojczyma i jego przybranego 12-letniego syna. Daniel to wdowiec, który zdał sobie sprawę, że ostatnim skrawkiem jego rodziny jest syn, Sam. Krok po kroku stara się odzyskać utracony z nim kontakt. Z czasem dowiaduje się, że chłopak jest… nieszczęśliwie zakochany. Łączy ich ta specyficzna samotność w miłości, i tak oglądamy rozwój niezwykłej męskiej przyjaźni. To bez znaczenia, że jednemu zmarła żona, a drugi śpi jeszcze z pluszowym misiem.

Reżyser zebrał utalentowaną ekipę i obsadę z wyczuciem postaci, w tle słuchamy znakomitych świątecznych i miłosnych songów, a wychodząc z kina, naprawdę trudno jest się nie uśmiechać. Przy nawałnicy przeciętnych filmów, jakie nam się serwuje, „To właśnie miłość” zdaje się być lekiem na nudę i większość chorób społecznych. Wszak optymizmu, nawet w nieco naiwnej dawce nie powinno się odtrącać.

Życzenia

Ogromu radości,świątecznych pyszności,kolęowaniem wychwalania NARODZONEGO PANA życzą Błasiakowie

Bałwanek


To nie jest trudne … [image: Święta Święta i znów Święta!.jpg]